Trener personalny – czyli przyjaciel za pieniądze, który umie liczyć do 20!

Czy to jeszcze zdrowy rozsądek czy już fitnessowe wariactwo?

W świecie, w którym autorytetem w dziedzinie odżywiania zostaje influencer z sześciopakiem i ładnym kontem na Instagramie, rola trenera personalnego urasta do rangi megagwiazdy. Ale czy rzeczywiście potrzebujesz kogoś, kto będzie liczył Twoje powtórzenia i poprawiał Cię przy każdym ruchu? A może to kolejna usługa, która pozwala zarobić na ludzkim lenistwie i naiwności? Oto kilka kontrowersyjnych wątków na temat magii (albo raczej iluzji) trenera personalnego.


1. Liczenie do 20: kwestia życia i śmierci?

Zacznijmy od fundamentu – słynnego liczenia powtórzeń. Cała siłownia milknie, gdy trener niczym biblijny prorok odlicza kolejne cyfry:

„Raz… Dwa… Ooo, zobacz, jak pięknie to robisz! Trzy… Cztery… Okej, jest 10, połowa za Tobą!”
W tym czasie Ty już dawno straciłeś rachubę i zastanawiasz się, czy to jeszcze sport, czy już liczenie maków na łące w przedszkolu. Nie sposób pominąć pytania: czy naprawdę dorosła osoba nie potrafi policzyć do 20 samodzielnie? Może to wygodne, że ktoś robi to za Ciebie, ale czy to nie jest przypadkiem zwykła rozrzutność pieniędzy?

Kontrowersyjny wątek:

Wielu trenerów utrzymuje, że ich usługa jest niezbędna, bo dzięki niej zapominasz o wszystkim poza samym ruchem i oddechem. Ale cynicy powiedzą, że to najnowszy sposób na monetyzację lenistwa. A Ty? Sam już nie wiesz, bo z jednej strony słodko jest mieć kogoś, kto Cię dopinguje, z drugiej – może wystarczyłby stoper i aplikacja do liczenia?


2. Certyfikaty – prawdziwe kompetencje czy weekendowe kursy?

Trener personalny kojarzy się z kimś, kto ma gigantyczną wiedzę o ciele, żywieniu i psychologii sportu. W praktyce jednak bywa różnie. Czasem wystarczy kilkudniowy kurs, by otrzymać papierek uprawniający do tytułu „trener personalny”. I już – hurra, można wieszać na Instagramie bannery z ofertami treningów, obiecywać cuda i wystawiać faktury za „specjalistyczne konsultacje”.

Kontrowersyjny wątek:

  • Czy wiesz, ilu trenerów tak naprawdę nie ma większego pojęcia o anatomii poza kilkoma frazesami typu „plecy proste!” i „napnij brzuch!”?
  • Ilu z nich zachęca do „nowej superdiety” i magicznych suplementów, bo akurat dostają prowizję od producenta?
  • Kto sprawdza, czy ich porady nie są wręcz szkodliwe dla zdrowia?

Można odnieść wrażenie, że w tej branży wszyscy są specjalistami, a tak naprawdę wiele osób ogranicza się do ogólników, przesadzonej motywacji i (oczywiście) perfekcyjnych selfie po treningu.


3. Przyjaźń na godziny – za stawkę godzinową trenera

Kolejną kością niezgody jest samo pojęcie „przyjaźń za pieniądze”. Trener personalny to często jedyna osoba, z którą masz styczność przez kilkadziesiąt minut w ciągu dnia (pomijając zerknięcie na ekspedientkę w sklepie). Ten człowiek pyta Cię o Twoje samopoczucie, rodzinę, plany na przyszłość, a przy okazji wyciska z Ciebie siódme poty na bieżni. Bajeczka? Raczej biznesowy model relacji. Gdy tylko zegar wybije koniec sesji, wszelka troska urywa się jak sznur od latawca. Następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa – oczywiście po kolejnym przelewie.

Kontrowersyjny wątek:

  • Czy to wsparcie i zrozumienie to prawdziwa empatia, czy dobrze wyćwiczony mechanizm sprzedażowy?
  • Czy trener będzie dalej tak samo miły, jeśli przestaniesz płacić za kolejne treningi?

Może i czujesz się wyjątkowo, bo ktoś się Tobą interesuje – ale nie oszukujmy się, to zainteresowanie często kończy się w momencie, gdy Twoja karta płatnicza świeci pustkami.


4. Fit-życie z Instagrama: marzenia vs. rzeczywistość

Niejeden trener personalny buduje swój wizerunek w mediach społecznościowych: rozpisuje diety, prezentuje ćwiczenia i zapewnia, że czeka Cię fantastyczna metamorfoza w 30 dni. Zanim się obejrzysz, wydajesz fortunę na jego program, który okazuje się zestawem ogólnych porad z sieci i kilkoma motywacyjnymi wstawkami. A co z Twoim indywidualnym podejściem? Cóż, może dostaniesz e-mail raz na tydzień, w którym przeczytasz, że masz się nie poddawać i robić dalej przysiady.

Kontrowersyjny wątek:

  • Przerysowane metamorfozy – zdjęcia „przed i po” nierzadko są tak zmanipulowane (odpowiedni kąt aparatu, światło, wciągnięty brzuch), że mogą wprowadzić w błąd.
  • Diety cud – trenerzy nie zawsze mają kompetencje dietetyczne, a jednak sypią teoriami o „trikach na spalenie tłuszczu” niczym magicy z kapelusza.
  • Promowanie suplementów – często sponsorowane, bo w tym biznesie liczą się prowizje. I tak nagle wszyscy jedzą te same „super batoniki proteinowe”, co jest niby gwarancją sukcesu.

5. Dociskanie do granic możliwości – zdrowe czy chore?

Kolejny temat, który wzbiera fale kontrowersji, to intensywność treningów. Wielu trenerów uwielbia pokazywać, że są twardsi od Ciebie i że, cytując klasyka, „tym treningiem zabiorą Cię do piekła i z powrotem”. Nie ma znaczenia, czy dopiero zaczynasz, czy może masz problemy zdrowotne. Ważne, byś wylewał wiadra potu i kwilił z bólu. Przecież to jest sedno „prawdziwego treningu”!

Kontrowersyjny wątek:

  • Przeciążenia i kontuzje – nacisk na brutalny wycisk prowadzi do kontuzji, a niektórzy trenerzy ignorują sygnały ostrzegawcze organizmu.
  • Brak personalizacji – nie każdemu służy hardcorowy trening w stylu crossfit, a jednak bywa narzucany jako „najlepsze rozwiązanie”.
  • Presja bycia fit – w świecie, gdzie króluje idealny wizerunek z Instagrama, trenerzy napędzają obsesję doskonałości: „Jeszcze 10 powtórzeń! Jeszcze 5! Chyba nie chcesz wyglądać jak zwykły śmiertelnik?”

6. Kwestia pieniędzy – inwestycja czy rozrzutność?

Treningi personalne do tanich nie należą. Godzina z trenerem potrafi kosztować tyle, co porządna kolacja w restauracji (albo i dwie). Czy to rozsądna inwestycja? Jeśli naprawdę masz problem ze zmotywowaniem się do ruchu, może to i jest sensowne rozwiązanie. Ale jeśli jedynie podążasz za modą na „bieganie z personalnym”, przemyśl, czy nie wystarczyłoby wykupić karnetu na siłownię i pogadać z innymi bywalcami, którzy też potrafią… tak, zgadłeś – liczyć do 20.

Kontrowersyjny wątek:

  • Dla niektórych zapłata za trenera jest taką samą usługą jak wynajęcie hydraulika – ot, specjalista, który ma się znać na swojej robocie.
  • Dla innych to kolejny przejaw konsumpcjonizmu – w końcu płacisz za „przyjaźń” i motywację, które z natury rzeczy powinny być za darmo wśród ludzi, którzy Cię szczerze lubią.

7. Co jeśli jednak potrzebujesz trenera?

Oczywiście, że nie każdy trener personalny to czarny charakter czy manipulant. Wiele osób w tej branży naprawdę się uczy, rozwija, ukończyło rzetelne szkolenia i ma umiejętności, które potrafią pomóc w drodze do zdrowia i lepszej sylwetki. Kontrowersyjna kwestia polega na tym, jak rozróżnić specjalistę od picera i czy rzeczywiście jesteś gotów zapłacić za sesje kogoś, kogo jedynym atutem jest zdolność liczenia do 20 przy akompaniamencie krzyków „dalej, dasz radę!”.

Kwestie do rozważenia:

  • Jakie kwalifikacje posiada trener? (Czy jest to dyplom z weekendowego kursu, czy studia i certyfikaty uznawane w branży?)
  • Jak wygląda jego podejście do klienta? (Personalizacja czy kopiowanie uniwersalnych planów?)
  • Jaką ma opinię wśród byłych lub obecnych podopiecznych? (Merytoryczne wsparcie czy bardziej marketing i sztuczne słodzenie?)

Podsumowanie – czy warto płacić za „przyjaźń” i liczenie do 20?

Rzecz jasna, każdy sam decyduje, jak wydać swoje pieniądze i jak kształtować swoje relacje z ludźmi z branży fitness. Dla jednych trener personalny będzie wybawieniem i skutecznym lekarstwem na brak motywacji, dla innych – uosobieniem konsumpcjonizmu i pustego lansowania się w mediach społecznościowych.

Klucz tkwi w tym, by pamiętać, że 20 to wciąż tylko liczba – i że z pomocą odpowiednich narzędzi (aplikacje, wiedza z książek, grupa wsparcia znajomych) możesz liczyć i motywować się sam. Ale jeśli cenisz sobie dopieszczanie, doping i mentalne szturchańce od kogoś, kto zna się na rzeczy – wówczas trener personalny faktycznie może być świetną inwestycją w zdrowie.

Tylko nie zapominaj, że w tym wszystkim Ty jesteś najważniejszy – i że płacenie za każdą minutę czy uśmiech z pewnością nie czyni relacji prawdziwie przyjacielską. To raczej układ biznesowy, który bywa skuteczny, ale nie jest pozbawiony kontrowersji. A czy Ty chcesz być częścią tego show? To już Twoja decyzja.

By Karolina Biustynowicz

One thought on “Trener personalny – czyli przyjaciel za pieniądze, który umie liczyć do 20!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *